Chwalony ponad miarę | Metodyści

Chwalony ponad miarę

Na kanwie Pierwszego Listu Piotra 1, 3-9

Jest mało ludzi, o których już za ich życia mówi się wiele dobrego. Henryk był jednym z nich. On zawsze chciał mieć do czynienia z ludźmi. Już jako mały chłopiec czuł się najlepiej kiedy mógł być razem z innymi. Nie było właściwie żadnego popołudnia, które spędzałby sam w domu. Nawet wtedy, kiedy padał deszcz, nic nie mogło zatrzymać go w domu.

To co u jego rodziców wzbudzało największy szacunek, to to, że wieczorem opowiadał im o swoich codziennych przeżyciach.

Potrafił się też cieszyć się, kiedy innym powodziło się dobrze. Ale również czuł się przygnębionym, kiedy usłyszał o biedzie i cierpieniach. Miał dar wczuwania się w sytuację innych.

Miał też dar, by swoim postępowaniem wzmocnić radość innych lub pocieszyć w ich troskach.

Nie wiedząc nawet o tym, urzeczywistniał słowa Apostoła: „Ciesz się z cieszącymi, płacz z płaczącymi”.

W późniejszych latach chciał koniecznie zostać lekarzem albo pastorem , ponieważ w obu tych zawodach miałby przecież do czynienia z ludźmi.

Jednak życie nie zaprowadziło go do żywych lecz do umarłych. Został „mówcą pogrzebowym”.

Gdy rodzice dowiedzieli się o wyborze syna, przerazili się. Jak on mógł pójść taką drogą?

On jednak szedł tą drogą! I właśnie w tym zawodzie miał do czynienia z ludźmi – naturalnie z umarłymi. Ale również z tymi, którzy w jakiś sposób mieli z nimi do czynienia.

Henryk był chrześcijaninem. Właśnie jako chrześcijanin miał w sobie nadzieję. I o tej nadziei mówił w obliczu śmierci. Dla tych, którzy mieli jeszcze kontakt z Kościołem było to pomocne i pocieszające. Pomocne stało się także dla innych, ponieważ czuli, że ich bliski zmarły przedstawiał dla Henryka wartość. Nigdy nie spotkał sie z protestem, kiedy chciał nad trumną zmówić modlitwę „Ojcze nasz”.

Henryk był naprawdę bardzo uczciwym człowiekiem. Potrafił jednak także użyć twardych słów, kiedy poczuł, że uczestnicy pogrzebu, a szczególnie członkowie rodziny zmarłego wyrażali się o nim bez miłości i w ten sposób powagę pochówku sprowadzali do minimum.

„Niech był jakim był, jakim chciał być. Był w każdym razie człowiekiem przez Boga stworzonym i kochanym” – Tak wtedy mówił do słuchaczy.

W wielu wzbudzało to szczególne uczucie, kiedy stał ze swoim samochodem przed drzwiami jakiegoś domu. Niektórzy milkli i kierowali swój wzrok w innym kierunku. Konfrontacja ze śmiercią bywa często nieprzyjemna. Ten sposób zachowania nie przenosił się nigdy na Henryka. Wręcz przeciwnie. Gdziekolwiek spotykali go ludzie, pozdrawiali go z szacunkiem. Chociaż był często wiele młodszym od innych.

Zdarzały się sytuacje, kiedy mieszkańcy miasta rozmawiali między sobą na jego temat. Nikt mógł złego słowa powiedzieć . Ludzie nie szczędzili pochwał. Powodem tego nie było tylko to, że swoją pracę wykonywał starannie, ale również to, że każdemu człowiekowi służył uprzejmym słowem, szczególnie w chwilach biedy i nieszczęścia.

Jego rodzice stali się dumni z niego. Pochwały i chwałę oddawał dalej Temu, komu zawdzięczał życie – swemu Stwórcy. Nie lękał się nigdy opowiadać o swym Bogu i jego łasce w Chrystusie.

(Pielgrzym Polski 7-8 2011)